
The New Metal Slug
Mission: 5
Żegnaj Pani Major!
Od godziny piątej rano w jednostce wrzało, gdy Sophia powiedziała,
że przybywają nowi rekruci. Tarma tym razem nie spierniczył się z
łóżka, Lawrenz zawiesił palenie trawy na jeden dzień, Trevor szybko
uprzątnął fryzurę, David przyciszył Korn’a w swoim walkmanie, a
dziewczyny szybko się ładnie ubrały. Tylko Marco jeszcze spał.
-MARCO OBUDŹ SIĘ!!!- Tarma krzyknął mu do ucha, ten spadł z

wyrka
jakby go walnął piorun.
-O jacie, co jest!?- Zapytał nieprzytomny Marco.
-Dziś przyjeżdżają nowi rekruci Marcusie!- Powiedział nie swojo
Lawrenz.
-Co mu jest?- Zapytał Marco
-Od rana nie jarał Ganjy...
W drzwiach stanęła Pani Major.
-Dobra! Macie 5 minut żeby to ogarnąć i widzę was przy bramie
głównej. Macie tam dobiec na jednej nodze!
Po pięciu minutach wszyscy doskoczyli do bramy głównej. Stanęli w
szeregu obok niej. Brama otworzyła się i do jednostki wjechał autobus
w barwach moro. Gdy otworzyły się drzwi tegoż pojazdu wyszła z nich
kobieta odziana w identyczny strój jak Sophia. Była tego samego
wzrostu, lecz miała krótsze włosy, ale także barwy blond. Miała
niebieskie oczy i delikatne rysy twarzy, Tarmie od razu rzuciły się w
oczy walory gościa, ale powstrzymał się od komentarza.
-Major Margaret Southwood, Oddział Falcon! Przywiozłam nowych
rekrutów- zasalutowała dziewczyna.
-Major Sophia Greenville. Z przyjemnością zajmę się nowymi
rekrutami- zasalutowała, a w jej oczach pojawiły się łzy radości-
M-M-MEG?! JA NIE MOGĘ!!! MEG TO

NAPRAWDĘ TY!?
-S... SOPHIA!!! NIE WIEŻĘ!!!
Obie panie uścisnęły się jak stare przyjaciółki.
-O, co tu biega?- Wzruszyła ramionami Eri
-Otóż ja i Margaret siedziałyśmy razem w jednej ławce w akademii
wojskowej, a nawet miałyśmy wspólny pokój w internacie. Major cieszyła
się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.
-A zapomniałabym... Nowi Rekruci- zaśmiała się Meg i gwizdnęła na
znak, że już mogą opuścić autobus.
Pierwszy wyszedł dość wysoki facet z krótkimi czarnymi włosami
postawionymi na sztorc. Miał mocne rysy twarzy i szare oczy.
-To jest Walter Ryan- przedstawiła go Meg.
-Następnie wyszła czerwono włosa, ścięta na średnio, dziewczyna o
brązowych oczach i poważnej minie.
-To jest Tyra Elson!
Na samym końcu wszystkich owionął, chłód... Zimny i straszny...
Wszystkich prócz Shadowa, tylko jemu zrobiło się gorąco. Oto, bowiem z
autobusu wyszła czarno włosa, zielono oka piękność o trupio bladej
cerze.
-A to jest Amanda Night!
-O k***a... Chyba się zakochałem...- Zaklął uroczo Shadow po cichu.
Tarma to usłyszał i przyłożył mu ręke do czoła.
-O stary... Mocna gorączka...- Zdiagnozował profesjonalnie. Oblał
Davida wodą, lecz ten niewzruszony wpatrywał się tępym wzrokiem w
Metalową piękność.
-Zaiste witamy was!- Rzekł Lawrenz
-Ludzie dajcie mu Ganjy...- Powiedział Trevor
Gdy Sophia i Meg skończyły się obściskiwać wszyscy stanęli w
szeregu a Panie Major naprzeciw nich.
-Chcesz spróbować Meg?
-Jak najbardziej moja droga.
-Proszę uprzejmie!
-ROZEJŚĆ SIĘ KOTY!!!
Wszyscy wrócili do baraków, a Sophia i Meg poszły do kawiarenki
powspominać stare dobre czasy. W baraku wszyscy siedzieli w jednym
pokoju i starali się zapoznać. Tarma podszedł do Tyry nieustannie
gapiąc się na jej walory.
-Cześć maleńka... Chcesz poznać jednookiego węża?
-Nie... I składam kondolencje z powodu utraty przyjaciela.
-Jakiego przyja... MMmmmfff...-Pytanie Tarmy przerwał kopniak Tyry
w krocze niedoszłego podrywacza.
-Tego przyjaciela- rzuciła zadowolona z siebie Tyra.
-Łoj... Spłaszczył się...- Tarma bełkotał piskliwym głosikiem z
podłogi.

Walter usiadł koło Marco i popatrzył w stronę Tarmy chwytającego
się za obolałe kulki:
-Mogłem mu powiedzieć, że Tyra to Feministka.
-Chyba odrobinę za późno. A po za tym przy Tarmie lepiej wypowiadać
słowa złożone najwięcej z dwóch sylab, bo bardziej złożonych nie
rozumie- zaśmiał się Marco.
Lawrenz się do nich przysiadł. Miał poważną minę.
-Witam cię serdecznie Walterze- zagadnął grzecznie.
-Lawrenz? Dobrze się czujesz?- Zapytał go Marco.
-Bynajmniej dziwnie Marcusie.
-Weź zapal sobie trochę to się lepiej poczujesz.
-Zaiste zrobię tak jak powiedziałeś drogi Marcusie- powiedział, po
czym wstał i poszedł po skręta. Gdy wziął go do ust i zapalił,
otworzyły mu się oczy.
-YOOOOOOOOOOOOOOOOO! LAWRENZ WCIĄŻ ŻYWY, MOJE WIERNE NIGGASY!!!
-O chyba mu przeszło...- Powiedział Trevor, który siedział koło
Amandy.
-Co mu przeszło?- Zapytała.
-Bo od rana nie jara... Błeeeee…- nie dokończył gdyż odepchnęła go
na bok ręka Davida. -Nie jarał trawki od rana- powiedział uśmiechając
się do niej. Amanda zachichotała i zagadnęła:
-Czy ludzie tutaj są normalni?
-W, jakim sensie?
-Ktoś słucha tutaj metalu?
Shadow wypatrzył tutaj szansę zdobycia serca piękności.
-N-Nie tylko ja...
-No przynajmniej jeden normalny- obdarzyła go szczerym uśmiechem.
Do pokoju wpadły dziewczęta i zobaczyły Tarmę zwijającego się z
bólu na podłodze, Tyre siedzącą obok Rovinga na krześle i resztę, a
szczególnie Davida flirtującego z Amandą. Rumi zrobiła się czerwona ze
złości, a dziewczyny podeszły do czerwonowłosej feministki.
-Ty go tak załatwiłaś?- Zagadnęła Fio pokazując na leżącego Tarmę.
-Taaaa... A bo co?!
-Gratulujemy.
-Facet to świnia i trzeba mu dokopać siostry.- Uśmiechnęła się do
nich.
-Mmmmfff…- Mamrotał Tarma spod buta feministki.
Minęły 2 godziny.
Wszyscy zdążyli się zapozna i zaznajomić. Ale nagle wpadła Sophia
ze łzami w oczach.
-Pani Major płacze?! NIEMOŻLIWE- Zadziwił się Tarma.
-Zamknij ryj przygłupie- Uciszyła go Tyra.
-Co się stało?- Zapytał troskliwie Marco.
-Dostałam Awans!
-To chyba dobrze…
-Ale i przeniesienie do innej jednostki!
-To źle…
Po chwili jednak Sophia się uśmiechnęła.
-Ale będziecie mieli nowego opiekuna. Meg!
Weszła Meg cała w skowronkach.
-Mogę to powiedzieć Sophiuśśśśś?
-Proszę cie bardzo!
-NA RYJ I 500 POMPEK CIOTY P********E!!! Może być Sophiuś?
-Ależ świetnie Meguś tylko troszkę za ostro!
-To my idziemy z Sophią oblać jej awans!
Wyszły zostawiając naszą „wesołą” gromadkę samą. Wszyscy
rozmyślali.
-O K***A ONA JEST GORSZA OD SOPHII!!!- Wydukał Tarma ze zdumienia!
-Ganja nas uratuje Bra…- Lawrenz nie dokończył gdyż Tyra wsadziła
mu sałatę do gęby. Milcz kmiocie…- Mówiła ze stoickim spokojem.
Wszyscy rozmyślali nagle jak by tu sprawić, żeby Major Margaret była
trochę łagodniejsza.
Tarma: WIEM! Zrobimy Sophii imprezę pożegnalną i jednocześnie
powitalną dla tej drugiej. Meg kapnie się, że jednak jesteśmy w
porządku!
Lawrenz: Wpożo!
Walter: To ja skołuję wódkę!!!
Marco: A ja napełnię baloniki Helem.
Lawrenz: Lawrenz też!
Rumi: Ja załatwię dekoracje.
Eri: Ja i Fio coś upichcimy.
Nadia: Ja załatwię dietetyczną żywność.
Shadow: Ja z Amandą załatwimy muzę konkretną.
Tyra: Ja pomogę tylko dziewczynom…
Wszyscy wzięli się ostro do roboty…
Magazyn z gazami:
Marco i Lawrenz udali się do magazynu z gazami bojowymi by znaleźć
Hel. Niestety poszukiwany gaz nie służył do walki, więc go nie
znaleźli. Biedaczyska. Lawrenz znalazł ciekawą butlę z trupią czaszką.
-Może tego użyć Czarny bracie?
-A, co to jest?- Zapytał, Marco, po czym przeczytał ledwo widoczny
napis pod odpychającym emblematem.
-GAZ PARALIŻUJĄCY KILL 666… Zwariowałeś?!

-Lawrenz myśli, że może być fajnie.
-Mmm… No dobra. Tylko lepiej, żeby nikt się nie dowiedział, że go
zużyliśmy.
Po napełnieniu baloników ku zdziwieniu obu panów gaz okazał się
lżejszy od powietrza.
Kuchnia:
Eri i Fio rozmyślały, co by upichcić.
-Może świniaka?- Zaproponowała Fio.
-Masz na myśli Trevora?- Zaśmiała się głośno Eri.
-Hahahahahaha
-A ten nowy… Walter! Co o nim sądzisz?
-Słodki jest.
-Też tak myślę…
Dziewczyny poddały się chwili rozmarzenia i na amen zapomniały o
gotującej się zupie żółwiowej…
(Informacja: Żaden żółw nie ucierpiał podczas pisania tego
opowiadania)
Miasto, Sklep z muzyką:
David i Amanda wybrali się do najbliższego sklepu z płytami, by
kupić jakąś muzyczkę na imprezę. W sklepie piękność oglądała płytki
jakiejś Gotyckiej kapeli gdy David postanowił wykonać pierwszy krok ku
jej sercu. Złożył usta w Dzióbek i niezauważenie zaczął się do niej
zbliżać. Gdy już miała nastąpić ta magiczna chwila Amanda upuściła
płytkę i schyliła się po nią, a David pocałował sprzedawcę. Potem
widział tylko ciemność.
Parę godzin później.

Zaczyna się impreza. Wszystko jest przygotowane. Marco poszedł po
panie Major. Po kilku minutach wrócił. Obie miały zawiązane oczy.
-Mam nadzieję, że to coś ważnego!- rzuciła Sophia. Marco zdjął
paniom opaski, a te zaczęły skakać z radości. Zobaczyły bowiem
transparent „Żegnaj Sophia, będziemy cię pamiętać. Witaj Meg, tylko
nie rób z nas szmatek do podłogi.”
Polała się wódka i piwko. Wszyscy byli pijani oprócz Tarmy i Tyry.
No David i Amanda to abstynenci więc oni sobie podarowali. Tarma
siedział obok Waltera, a ten do niego zagadał.
-Hej. Tarma…- plątał mu się język. –Wiesh… Powieszę sie sehret.
Tylko ja sie tego nie mówiłem… Chosi o Tyrę… Jak się nafije to z
zatwardziałej feministhi zamienia się w nafaloną nimfomankę…
Tarmie zaświeciły jego świńskie oczka.
-Idę po wódkę!- Stwierdził.
Mijały kolejne godziny imprezy. Eri rzuciła pomysł, bo było nudno.
-Może postrzelamy do Baloników?
Marco i Lawrens poderwali się do góry i natychmiast otrzeźwieli.
-NI…
-Dobry pomysł. Przynajmniej się rozerwiemy- Przerwała im Sophia.
Wszyscy wyciągnęli spluwy i zaczęli strzelać do balonów. Po
przebiciu zaczął ulatywać z nch dziwny żółty gaz. Margaret powąchała
go.
-KILL 6… 6… sze…- Nie dokończyła bo gaz ją sparaliżował. David
odruchowo wyskoczył za okno. Wszyscy zostali załatwieni gazem. Jedynie
Lawrens był szczęśliwy, ale nikt nie wiedział dlaczego. Właściwie nikt
nie wiedział nic oprócz tego, że gaz miał właściwości paraliżujące.
Po kilku godzinach gaz ulotnił się i wszyscy otrzeźwieli. Był
ranek. David leżał za oknem pół-przytomny (skoczył z 1-szego piętra).
Nadszedł czas pożegnać się z Sophią. Wszyscy ustawili się w rzędzie
przed bramą gdy Sophia wsiadała do czarnej limuzyny.
-Na cześć Pani Porucznik Sophii Greenville- Krzyknęła Meg – HIP HIP!
-HURA
-HIP HIP
-HURA
-HIP HIP
-HURA HURA HURA
Sophia pomachała im tylko ocierając łzy radości i odjechała w siną
dal. Meg odwróciła się w stronę ekipy i krzyknęła:
-ROZEJŚĆ SIĘ KOTY!!!
Mission Completed
Autor: Zygmuś
