Metal slug

  Home |> Fan Fic THE new Metal slug

MENU
× Strona glówna
× Archiwum Newsów
× Archiwum Sond
× FAQ
× Spis Klubów Gier
× Linki
× Reklama
× Quiz
× Wyróżnienia
× Mapa strony
mslug5
DOWNLOADS
× Emulatory
× Gry
× Filmy
× Dzwonki
× Recinput
× Flash
× Ikony
× Różne
× Cheaty
× Biosy
katalog
INFORMACJE
× Metal Slug Fan Project
× Ekran gry
× Neo Geo Pocket
× Neo Geo CD
× Gadżety
× Neo Geo Corp
× Metal Slug X (PS1)
× Metal Slug Fan Fic
× Opis broni
× Opis postaci
× Pojazdy
katalogowaie www
METAL SLUG SV-001
× Downloads
× Recenzja
× Opis przejścia
× Galeria artów
× All Staff
× Highscore
katalogowanie stron internetowych
METAL SLUG 2 SV-001/II
× Downloads
× Opis przejścia
× All Staff
× Galeria artów
× Soundtrack
× Highscore
doawarka katalogowanie
METAL SLUG X
× Downloads
× Opis przejścia
× All Staff
× Recenzja
× Galeria artów
× Highscore
Qlweb katalogowanie
METAL SLUG 3
× Downloads
× Recenzja
× Opis przejścia
× Fabuła
× Galeria artów
× All Staff
× Soundtrack
× Highscore
katalogi stron
METAL SLUG 4
× Downloads
× Recenzja
× Emblematy
× Opis przejścia
× Fabuła
× All Staff
× Highscore
ston katalogowanie
METAL SLUG 5
× Downloads
× Recenzja
× Fabuła
× All Staff
× Soundtrack
× Highscore
kataloguj
METAL SLUG ADVANCE
× Downloads
× All Staff
× Galeria artów
METAL SLUG 1st MISSION
× Downloads
× All Staff
METAL SLUG 2nd MISSION
× Downloads
× All Staff
Casino
Linki Sponsorowane
× Hamachi
× Obiektywy
× Meble metalowe
× Magnat
× Historia Polski
× Systemy Informatyczne
CV
KODY
× Metal Slug 3 (NG)
× MS 1st Mission (NGPc)
× MS 2nd Mission (NGPc)
× Metal Slug (PSX)
× Metal Slug X (PSX)
× King of Fighters 2000
× Mars People in SVC:Chaos
Wzory CV
FAN FIC

THE NEW METAL SLUG


THE NEW METAL SLUG.
Mission 1:
Rozpoznanie.


Postacie:

Imię i nazwisko: Marco Rossi
Płeć: Mężczyzna.
Data urodzenia: 13.04.2005
Pochodzenie: USA
Grupa Krwi: A
Powód przydziału: Przypadkowe napisanie wirusa komputerowego.

 



Imię i Nazwisko: Tarma Roving
Płeć: Mężczyzna
Data urodzenia: 01.05.2005.
Pochodzenie: Japonia
Grupa Krwi: AB
Powód przydziału: Niesubordynacja
 




Imię i Nazwisko: Eri Kasamoto
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 06.06.2006
Pochodzenie: Japonia
Grupa Krwi: B
Powód przydziału: Dodatkowe szkolenie
 




Imię i Nazwisko: Fiolina "Fio" Germi
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 02.10.2008
Pochodzenie: Włochy
Grupa krwi: 0
Powód Przydziału: Podąża za tradycjami rodzinnymi dotyczącymi przynależności do armii
 




Imię i Nazwisko: Trevor Spacey
Płeć: Mężczyzna
Data urodzenia: 25.06.2010
Pochodzenie: Korea
Grupa krwi: AB
Powód przydziału: Znakomity informatyk
 




Imię i Nazwisko: Nadia Cassel
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 06.08.2012
Pochodzenie: Francja
Grupa krwi: B
Powód przydziału: Dodatkowy trening
 




Imię i Nazwisko: Lawrenz Ajnag
Płeć: Mężczyzna.
Data Urodzenia: 28.07.2005
Pochodzenie: Jamajka
Grupa Krwi: 0
Powód przydziału: Niesubordynacja, hodował konopie indyjską w doniczkach.
 




Imię i Nazwisko: David "Shadow" Raven
Płeć: Mężczyzna.
Data urodzenia: 28.04.2005
Pochodzenie: USA
Grupa Krwi: AB
Powód przydziału: Dodatkowy trening.
 




Imię i Nazwisko: Rumi Aikawa
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 09.12.2006
Pochodzenie: Japonia.
Grupa Krwi: B
Powód przydziału: Jednostka zaopatrzeniowa.

 


Imię i Nazwisko: Sophia Greenville
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 16.08. 2000
Pochodzenie: Minnesota, USA
Grupa Krwi: 0
Powód przydziału: Po ukończeniu szkoły Sophia zapisała się do akademii wojskowej. Sophia chciała zostać członkiem wywiadu w regularnej armii, ale jej rodzice nie zgodzili się. Ale Sophia bardzo chciała pozostać w armii i wreszcie zapisuje jako nauczyciel.




10.07.2031

Major Sophia stała w bazie i oczekiwała na przybycie nowych kadetów.

Otworzyła się brama główna. Przyjechał autobus w barwach moro. Wyszedł z niego mężczyzna o brązowych włosach, jego oczy zakrywały ciemne okulary. Ale zadupie - wymamrotał pod nosem. Popatrzył na panią major. -Uuuuuu Na co się tak gapisz... Ty jesteś Szeregowy Rowling ? -zapytała -Roving, a gapię się na... Eeeeee... Ba...raki - wybełkotał spoglądając na walory pani major. Po chwili z autobusu wyszedł blondyn z białą badaną na głowie. To tutaj - Powiedział sam do siebie po czym podszedł do pani Major i pocałował ją w rękę. -Ehehe...- zachichotała Sophia i zarumieniła się.
-Ty pewnie jesteś Rossi?- zapytała go.
-Tak to ja - energicznie odpowiedział wyszczerzając białe jak śnieg zęby.
-Lizus...- powiedział po cichu Tarma i dodał głośno:
-Łojej... schowaj te halogeny...- zażartował.
-MATKO GDZIE JA TRAFIŁAM... - krzyknęła dziewczyna w okularach która wyszła z autobusu.
-Panna Fiolina Germi, tak - zapytała Sophia.
-Tylko nie Fiolina... mówcie mi Fio...
-ŁAŁ ALE JAZDA - krzyknęła blondynka z chustką na głowie która wyszła z autobusu zaraz za Fio.
-ALE WYPAS- wydarła się.
-Jak sadze...- Sophia spojrzała na kartkę którą miała w ręce:
-Eri Kasamoto ?- zapytała.
-Tak- odpowiedziała dziewczyna która rozglądała się po bazie.
W tym czasie z autobusu wyszedł białowłosy chłopak który darł się do komórki:
-Taaaa... jestem już w bazie... no... jest Cioci... eeeee... Pani Major. No na razie Tatuś...- mówił przez komórkę.
-Oooooo... Trevor- uśmiechnęła się Sophia.
Z autobusu wyszli Jamajczyk popalający trawę i Niska dziewczyna.
-Przestań czadzić...- krzyczała na niego.
-WPORZOOOOO- mówił do niej cały czas jarając profesjonalnie wykonanego skręta.
-Jestem Nadia... Nadia Cassel- ukłoniła się.
Jamajczyk spojrzał na nią i krzyknął:
-Yo czarni bracia. Lawrenz moje imię. Łoł laska- krzyknął i spojrzał na Panią Major.
-Nie Laska tylko pani Major- warknęła Sophia.
-Eeee... Yo Laska Major...- uśmiechnął się.
Sophia złapała się za głowę.
Z autobusu wyszła długowłosa blondynka ubrana jak harcerka.
-Dzień dobry- ukłoniła się.
-Rumi Aikawa, tak?- zapytała Sophia.
Rumi pokornie skinęła głową.
-Czy to wszyscy?- zapytała.
-Nie- usłyszeli demoniczny głos z autobusu.
Po chwili z autobusu wyszedł gość w ciemnych okularach ubrany na czarno.
-Jeszcze ja... - powiedział przez zęby.
-Ty jesteś... David Raven- zapytała Sophia.
-Tyaaaaa... ale mówcie mi Shadow- odpowiedział. Czuć było złowieszczy wiatr...
-Brrrr... powiało chłodem- powiedziała Eri.
-On wyssie nam mózgi... to wampir- wydarł się Tarma.
Marco przyłożył mu w głowę.
-Wampiry wysysają krew durniu
-NO DOBRAAAAAA... KOTYYYY... DO BARAKÓW- wydarła się Sophia


Mission Completed
AUTOR: DESTRO


The New Matal Slug

Mission 2: Operacja: Pęknięty monitor.

Z samego rana Sophia zbudziła wszystkich na ćwiczenia stając na środku baraku i drżąc się. Tarma spadł z łóżka... jego upadek był dość bolesny bo spał na 1 piętrze (pod nim spał Marco). Był ubrany w swoją żółtą piżamkę w Misie z karabinami. Wszyscy inni też byli w piżamach.
Wszyscy bez porannej toalety i przebrania się pobiegli na ćwiczenia. Mieli zrobić 15 okrążeń wokół bazy. A potem jedną rundkę przez tor przeszkód i 30 pompek... bez wyjątków. Po torturach ekipa miała 15 minut odpoczynku.
-BOŻEEEEEEEE... UMIERAM... IDĘ DO CIEBIEEEE... - wydarła się Rumi.

Gdy minęła przerwa, Sophia stanęła w drzwiach.
-No dobra ludziska. Misja się szykuje. Do sali odparaw. JAZDAAAAA...
Wszyscy wymęczeni i znużeni pobiegli do sali odpraw.
-No dobra. Operacja będzie nosiła kryptonim "Pęknięty Monitor". Już mówię dlaczego. Musicie odzyskać chociaż część skradzionego sprzętu komputerowego. Przetrzymywany jest na małej wyspie na Oceanie Spokojnym przez ludzi Generała Mordena-
Na ekranie pojawiła się mapa i zdjęcie generała. Był nieziemsko brzydki. Przypominał Saddama Husseina tyle, że miał przepaskę na prawym oku.
-Zaczynacie na plaży, przybiegacie do bazy wroga, uszkadzacie system radarowy, niszczycie ochronę przeciwlotniczą, i wzywacie śmigłowiec transportowy który zabierze sprzęt. Uciekacie do dżungli gdzie gdzie będzie czekał na was Helikopter którym zwiejecie. To tyle. Startujecie jutro o 10:00. Na razie macie wolne. Żegnam.

Trevor został i podszedł do pani major gdy już nikogo nie było.
-Ciociu? Ja też muszę?- zapytał.
-Twój tata chciał cię oderwać od komputera. Musisz być mu wdzięczny. A teraz idź już i przygotuj się psychicznie- odpowiedziała mu Sophia.
-Ale..
-JUŻ- wydarła się na niego pokazując drzwi.
Trevor wyszedł. Tarma i Eri wyszli do salonu gier, aby się wyluzować. Marco kimał. Shadow trenował na strzelnicy celne oko. Rumi, Fio i Nadia grały z Trevorem w pokera.
-Poker- wrzasnęła Nadia.
-Poker- Krzyknęła Fio.
-Poker- powiedziała po cichutku Rumi.
-Makao- powiedział głośno Trevor po czym dostał w w łeb.
-OSZUKUJESZ- krzyknęła na niego Eri.
-Przegrałeś ściągaj kamizelkę- powiedziała Fio rumieniąc się.
Po kilku partiach Trevor był w samych gaciach. Postanowił, że nie będzie się dalej kompromitował więc zakończył grę.

Następnego dnia:

O godzinie 9:00 wszyscy byli gotowi na akcję i lecieli w samolocie.
-Mam nadzieję, że jesteście gotowi. Będziecie skakać. Pamiętajcie, musicie działać bardzo szybko... Jakieś pytania?
-Jak szybko jest... bardzo szybko?- zapytała z trwogą Fio.
-Powiem tak... skaczecie bez spadochronów
-O Matko- przeklął ślinę Tarma
-Wporzooooo- krzyknął Lawrenz który popalał ganje.
-Święta Ganja będzie z nami- krzyczał dalej.
-Wierzycie w Ganjeeee?- zapytał.
-NIE- krzyknęli wszyscy.
-Nie jesteście wporzo- powiedział pod nosem Lawrenz...

Nadszedł czas akcji... Wszyscy wyskoczyli bez spadochronów. Tylko Tarma miał opory, ale w końcu wyskoczył (czyt. Sophia go wypchnęła).
"Lot" trwał dość długo. W trakcie, zdążyły się dziewczyny obgadać, że pójdą do jakiegoś sklepu jak tylko ten "rozwalony komputer" czy jak się ta misja zwała skończy, zaś faceci zdążyli wymienić z 40 razy znaczące spojrzenia o temacie "kobiety...". Nooo, wszyscy faceci oprócz Tarmy, który leciał ok. minutę i jakieś 100 metrów za nimi. Tyle, że odległość się skracała - lecenie głową w dół chyba nadaje aerodynamiki.
W końcu dolecieli. natychmiast dostrzegli mały problem.
Fio: " JASNA CHOLERA! Dlaczego musieliśmy zostać wyrzuceni nad jedyną skałą na wyspie!?
No, i wylądowali. Zdaje się, że jednak MOŻNA przeżyć lądowanie z wysokości 2 Km... Wszyscy się podnieśli, jedynie pocierając boleśnie tyłki. Gorzej było z Shadowem - zrobił efektowne "PLASK", rozwalając się całą szerokością ciała po stronie brzuca i twarzy - wyglądał troszkę jak mucha, którą ktoś nadepnął.
Mieli zamiar wyruszyć dalej, kiedy Marco zasugerował: "Może poczekajmy trochę na Tarmę?..." Długo nie czekali. W mgnieniu oka usłyszeli wrzask... i zobaczyli nagle krater w samym środku skały. Z krateru wystawał pionowo Tarma.
"Auć" stwierdziła Eri. "To musiało boleć".
Fio: "Tylko dlaczego nie krwawi"?
Trevor: "Jest możliwość że jedyna rana jest w miejscu uderzenia. Wtedy prawdopodobnie jego mózg wy..." Nagle pozieleniał na twarzy. "Wyyy eee, pomóżcie mu, a ja yyyy, zaraz wrócę!" Z pobliskich krzaków dochodziły niepokojące dźwięki.
Wyjęli Tarmę z dziury. Mózg miał prawdopodobnie cały.
"Jak się nazywasz?" Spytał Shadow pokazując na ręcę trzy wyciągnięte palce.
Tarma: "Ttttt...szszszszszszynaścze?..."
"Nic mu nie jest" stwierdził Shade.

Rozpoczęła się akcja. Było spokojnie. Wróg miał imprezę więc cała akcja teoretycznie nie powinna być tródna. Gdy szli przez gąszcz. Przyłapał ich patrol żołnierzy:
- Halt!!! Who ara ya. krzyknął jeden z żołnierzy (tłum. Stać kim jesteście)
-Myyyy nooooo tegooo... Eeeee...- Tarma próbował się wyłgać.
-Eeeee... Tancerki Goł Goł przyprowadzilim- powiedział Tarma.
Dziewczyny zrobiły się czerwone i miały ochotę znokautować go.
Żołnierz skinął głową i pokazał im w którą stronę do bazy.
-Eee... A po co wam te pukawki?- zapytał żołnierz.
-Um... Do obrony przed dzikimi zwierzętami- wyłgał się Trevor.
Żołnierze usiedli pod drzewem i zaczęli chlać z piersiówki.
Ekipa doszła do bazy.
Marco i Tarma poszli uszkodzić radar, Trevor i Nadia zniszczyć działo przeciwlotnicze nr 1, Eri i Fio zniszczyć działko nr 2, a Shadow i Rumi mieli ich obserwować i osłaniać (Shadow był świetnym snajperem).
W tym samym momencie eksplodowały wszystkie bomby. Włączył się alarm. Była niezła jatka. Przyleciał transportowiec który zabrał skadziony sprzęt. Ekipa musiała uciekać. Zewsząd wyskakiwali żołnierze mordena.
Ekipa jakoś sobie radziła, ale łatwo nie było. Po 15 minutach walki z "Mordenowcami" z wielkiego changaru wyjechała ogromna maszyna przypominająca czołg tyle, że nie miała lufy.
-O KUR...- krzyknął David. Nagle z kopuły na szczycie pojazdu wysunęła się lufa. Zaczęła kumulować się energia z działa.
Fio bez zastanowienia wyciągnęła z plecaka swoją wierną deskorolkę i wjechała leżąc na niej pod kolosa. Zaczęła grzebać w obwodach. Kolos wyłączył się. Fio wyjechała z pod niego i pokazała kciuk na znak, że jest Ok. Uciekli do Dżungli i wsiedli do helikoptera spokojnie odlatując.
Jeszcze tego samego dnia w bazie.
-Doskonała robota... Agenci- powiedziała Sophia z uśmiechem na twarzy.
-Agenci? Ledwo jesteśmy pierwszy dzień, a już agenci... No proszę- uśmiechnął się Marco
Wszyscy dostali odznaczenia.
-A dla ciebie Agenko Germi specjalny medal za odwagę- umiechnęła się pani Major i przypięła jej medal.
-W nagrodę... 50 POMPEK- wrzasnęła Sophia.
Wszystkich ogarnęła trwoga...
-Hehe... Żart. W nagrodę macie tydzień wolnego- pokazała im język.


MISSION COMPLETED
AUTOR: ZYGMUŚ


MISSION 3: Operacja "Cut-scenko-misja"

...nasi bohaterowie zostali brutalnie przebudzeni ze snu, o godzinie 3:53 nad ranem czasu miejscowego. Dokładniejszą metodą było ryknięcie: "WSTAWAĆ, LENIE!!" To była pani Major...
Oczywiście odezwały się sprzeciwy ze strony Tarmy, który jak zwykle zleciał z łóżka: "Ale przecież mieliśmy mieć wolne od treningu!"
Sophia odpowiedziała bezlitośnie: "Od treningu nie ma wolnego! Za dobrze wykonaną misję będziecie mieli trochę luźniejszy. Jest trzecia pięćdziesiąt cztery, macie SZEŚĆ minut na zebranie się i ruszenie tyłków na zewnątrz!"
Trevor powiedział załamanym tonem: "Ale cio, eeee, pani Major! Tam przecie leje jak z cebra!..."
Na to odpowiedź była dość jasna: "Żadnych <<ale>> Trev! Dzisiaj szkolenie do <<pracy>> w ciężkich warunkach! Jest trzecia pięćdziesiąt PIĘĆ! Macie PIĘĆ minut!". Po czym Major Diablica, eeee, Sophia, wyszła z pomieszczenia zamykając drzwi z trzaskiem.
Pięć minut zostało niemal w całości wykorzystane przez Trevora, który wpakował się do kibla/toalety pierwszy i nie wylazł przez jakieś 4 minuty. Tarma i Marco wkurzyli się jeszcze szybciej niż reszta i podleźli do drzwi. Marco zapukał.
"Kto tam?" dosłyszeli głos Treva.
Tarma odpowiedział, ekhem, spokojnie, jak nakazywał mu rozsądek: "Twój kat, chyba że natychmiast wyleziesz!!"
"Jeszcze minutkę!" dobiegł głos z łazienki.
"Za <<minutkę>> to przylezie twoja ciotka i cię sama stamtąd wyciągnie!"
"Momencik!"
"Już ja ci dam momencik..." powiedział Marco szeptem do Tarmy. Wyważyli razem drzwi i natychmiast wbiegli do środka.
"Co?... Co to ma być???" - zdziwiony głos Tarmy
"Żel do włosów???????" - zawtórował mu Marco. "Siedziałeś tutaj tak długo z powodu ŻELU DO WŁOSÓW?!"
"Jak tak ci na tym czymś zależy..." - znowu Tarma, takim dziwnym i lekko diabolicznym głosem.
"Nie, chłopaki, co wy?..." <CHLUP, BUL, BUL...> "AAAAA aaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!!!!!"
Marco: "A teraz, skoro już masz dość..."
Tarma: "Spływaj!"
Z łazienki wyfrunął Trevor. Wylądował na brzuchu na środku sali. Cała górna połowa jego tułowia i piżamki w kropeczki były w jakimś lepkim, przeźroczystym, galaretowatym żelu, a jego długie siwe włosy były zrobione na grubego "spike'a" (wcześniej miał "slick", czyli zaczesane do tyłu).
Eri podeszła do niego i ułamała jednego "kolca" z lekkim trzaskiem. "Faaajneeee! Jak sopelki!" powiedziała z tym swoim słodko-diabolicznym uśmiechem, jakże przypominającym słynne " ^^ ". Schowała "sopla" do plecaka, który zawsze zabiera na misje. Kiedy tylko odsunęła się, z łazienki wyleciała olbrzymia, pusta, plastikowa butla z napisem "MEGAŻEL". Walnęła Treva w tył głowy - piękny rzut w wykonaniu "Pana Rovinga".
Marco: "I żeby się to nam nie powtórzyło!"
Udało się pozostałym skończyć "sprawy" w przeciągu ostatnich 30 sekund. Niestety, dobiegnięcie na zewnątrz zajęło wszystkim troszkę więcej czasu - trasa do wyjścia to był odcinek 200 metrów. Lawrenz dobiegł najszybciej i nawet się nie zmachał. Widać palenie ma coś wspólnego z pojemnością płuc. Dobiegł i rzucił natychmiast do Sophii, salutując niezdarnie w sposób bardziej przypominający machanie ręką na "cze": "Yo Laska Major! Zrobiłem!".
Kilkanaście sekund później dobiegł Tarma, który jest bardziej wysportowany od reszty, i powiedział, próbując się podnieść z pozycji pogiętej ze zmęczenia, żeby zasalutować: "Ta... <zip> Tarma Rovling <zip, sap>, me... <zip> melduje się... <sap> na rozkaz...".
Zaraz za nim nadbiegła Nadia, może i wolniej, ale mniej zziajana. "Nadia Cassel, melduje się, na rozkaz!"
Moment potem dobiegła reszta, z których odezwać się udało tylko Eri, i odzew ten raczej był dość pasujący do sytuacji: "O... O kurde!..."
Sophię złapała na moment *litość* i poczekała parę minut, aż złapią *oddech*. Chociaż, nie wiadomo czy to litość czy wredność - w końcu, lało jak diabli, a reszta była, jak poprzedniego dnia, w piżamkach. "Jesteście..." zaczęła, ale jak zobaczyła Trevora, zapytała: "Trev, co ci się stało??"
"Eeeeee..." miał już zamiar wskazać na Tarmę i Marca i powiedzieć "oni się stali", kiedy zobaczył jakie mieli wyrazy twarzy. "Eee... Miałem wypadek z... żelem do włosów..."
Moment ciszy. W końcu, powiedziała, wracając do tematu i ignorując kolce na łbie siostrzeńca: "Jesteście zakałą wojska! I dlatego nie ominie was ŻADEN trening! Musicie wyćwiczyć kondycję, bo inaczej nie przeżyjecie w ŻADNYCH warunkach innych niż klimatu umiarkowanego i na prostej drodze! Bierzcie przykład z Lawrenza! Ile średnio ćwiczyłeś albo biegałeś przed wyjazdem?"
"Eee... Nic, Laska Major."
"?????? To skąd u ciebie taka kondycja? Perfekcyjnie wyćwiczony do marszu i marszobiegu oddech????"
"Ganjaaaaaaaaaaaaa!" Zawołał Lawrenz, wyjmując nie wiadomo skąd skręta, podpalając go i jednym pociągnięciem wypalając całego. Chuchnął potem dymem na Sophię, która oczywiście niemal przytomność straciła, mając minę jakby połknęła płonący "koktajl Mołotowa" albo odbezpieczony granat - ku cichej uciesze reszty oddziału Spearow.
Kiedy po jakichś 10 minutach złapała oddech, zawyła, podniosła oczy do niebios, załamała ręce i wyszeptała coś w stylu "Jezu Chryste, Matko Boża, Święty Piotrze... Za co?!" Potem, powiedziała na głos: "Dobra! Wszyscy padnij na ziemię i robić pompki!"
Trevor stwierdził: "Ale przecie tu jest pełno błota! A my..."
Sophia mu przerwała wpół słowa: "A wy mieliście mieliście czas na przebranie się! A teraz padnij! Wszyscy po pięćdziesiąt pompek! Nadia - dwadzieścia! Tarma - trzydzieści! Lawrenz - czterdzieści! Bez dyskusji!"
Tylko Lawrenz się opierał - reszta wiedziała że to bezskuteczne. "Ale dlaczego Laska Major? Lawrenz wpoorzooooooooo i najszybszy!" po czym szpanersko zaczął pokazywać bicepsy i tricepsy niczym jakiś macho-man. Tyle że u niego było je ledwo widać - chuderlawa budowa nałogowca, tyle że i tak nieźle umięśniona.
Sophia ryknęła na niego: "Niesubordynacja!? Dodatkowe dziesięć pompek! I brak szacunku do przełożonego - trzecie i ostatnie ostrzeżenie!!"
Lawrenz, zawiedziony, zaczął się schylać do błota i powiedział cicho: "Się robi, Laska Major..."
Sophia: "Lawrenz... Wiesz co? Nie rób tych pięćdziesięciu pompek... Zrób od razu STO!!!" Lawrenz rzucił się na ziemię, w ogóle nic nie mówiąc.
Jakiś czas później, gdy wszyscy skończyli, czyli po ok. 20 minutach, Major Sady, eee, Sophia, powiedziała: "Skoro już koniec rozgrzewki, bierzemy się do treningu właściwego..." Wszyscy, bez wyjątku, natychmiast wstali i w ogóle się nie odzywali. Nawet Lawrenz. Chociaż nie wiadomo, czy to było ze strachu, czy dlatego że ganja zadziałała "z opóźnieniem". "Zatem, dzisiaj przetrenujemy biegi przez tory przeszkód!" - wszyscy wypuścili powietrze z uczuciem ulgi. Obawiali się czegoś gorszego. Mylili się.
"Za mną!" Zaczęli iść do czegoś, co wydawało się ogrodzeniem zewnętrznym, ale nim nie było - doszli najpierw do jakichś żelaznych drzwi prowadzących do przestrzeni około dwadzieścia-na-dwadzieścia metrów zamkniętej wewnątrz drutu kolczastego. Potem, z tej zamkniętej przestrzeni wychodził jakby "korytarz" z drutów, bardzo cienki i wijący się. Przeszli wzdłuż tego korytarza, który znowu się poszerzył, pomiędzy jego ścianami przechodziły różnie ustawione pojedyncze druty, też z kolcami. Potem, była pionowa ściana ze sznurem po drugiej stronie. Dalej, znowu drut, ale tym razem ustawiony w lini poziomej, jakieś pół metra nad ziemią wyciętą z trawy, teraz będącą błota. Shadow, który się kapnął o co chodzi, stwierdził wszechwiedzącym głosem: "Już po nas..."
"Brawo Shadow! Zgadłeś!" Zawołała z uśmiechem Sophia. "W nagrodę pobiegniesz pierwszy! Każdy z was pójdzie tym torem. Ten, kto osiągnie najlepszy czas, dostanie specjalną nagrodę! Możecie wziąć każdy jakiś przedmiot. Masz, szeregowcu Raven, wybierz coś do przejścia przez pancerne drzwi."
"Ale..."
"ŻADNYCH ALE!! BIERZ PRZEDMIOT I ZASUWAJ!!!!" Ryknęła Major, pokazując Shade'owi: nóż wojskowy o grubym ostrzu, mały ładunek wybuchowy, wytrych, łom, złotą kartę kredytową (), śrubokręt i ciężki Desert Eagle (potężny pistolet ^^).
"Eeeee... Mogę wziąć dwie rzeczy?"
"Tak, tak, tak..."
Shadow wziął gun'a i ładunek wybuchowy, i stanął kilka metrów od poziomej siatki...
"RUCHY!!!!" - Sophia zawołała tak głośno, że Shadow sam się nie kapnął gdy dał nura pod siatkę, kończąc upaćkany w całości przez błoto. Ruszył, czołgając się dalej. Wspiął się z łatwością na mur. Zeskoczył z niego zwinnie jak kot, lądując na ziemi bez żadnych obrażeń. Przelazł sprawnie przez następny etap, prześlizgując się pomiędzy drutami. Chuda budowa pozwoliła mu przejść z łatwością także przedostatni punkt, czyli cienkie przejście między "ścianami". Dolazł do wolnej przestrzeni i potężnych drzwi. Pierwsza rzecz, którą zrobił było wyjęcie Desert Eagle'a i wycelowanie w zamek z odległości pół metra. Nacisnął spust. I...
<Klik> "Co?..." <klik, klik> "CO DO CHOLERY?!?" <klik, klik, klik, klik, klik> "Pusty magazynek!!" Ryknął nienawistnie, ku uciesze Major Sophii.
Nie poddał się jednak. Wyjął ładunek wybuchowy i przykleił go do samego środka drzwi. "Nie ma zapałek" powiedział z uśmiechem i wyjął zapałeczkę z rękawa swojej niebieskiej piżamki w pomarańczowe "groszki". Powiedział na głos do pani Major: "Trzeba być przygotowanym na wszystko. O amunicji typu <<magnum>> tylko zapomniałem - wziąłem jedynie dwudziesto milimetrówki..." Podpalił ładunek i odsunął się na piętnaście metrów i... <BUM!!!!> Dym wszędzie wokół. Poczekał spokojnie, aż opadnie i zobaczył...
Drzwi! Nadal na swoim miejscu. Teraz to się Shadow nieźle wkur...ił - rzucił się na drzwi i przez około 5 minut próbował je rozwalić gołymi rękami i kopiąc je. Troszkę się zmachał. Oparł się o klamkę. Jedyne co pamiętał z następnej pół sekundy to <skrzyyyyyp> i smak błota w ustach. "Wiedziałam że nie wpadniesz na najoczywistszy pomysł" powiedziała Sophia z sadystycznym uśmiechem. "10 minut. Najgorszy czas jaki widziałam! Teraz ty, Lawrenz!" powiedziała, podchodząc do drzwi i zamykając je, tym razem na klucz.
Lawrenz nie wziął nic (widać było że trochę nieprzytomny) i polazł przez niskie druty. Wspiął się na murek. Nagle, zatrzymał się na jego szczycie. Wyjął z kieszeni trochę ganji, wykonał sprawnie skręta, i już wyjmował zapałki, gdy nagle upuścił to pierwsze. Upadło równo na boku murka, schylił się po to i stracił równowagę. Poleeeeeeeeciał głową w dół i zrobił głuchy odgłos.
Sophia popatrzyła z jakąś nieczytelną miną popatrzyła w stronę Lawrenza, pogrzebała za czymś w kieszeni, ale tego nie wyjęła i powiedziała: "Marco, idź wzdłuż prawej strony trasy, za murkiem powinny być ukryte drzwi."
Marco pobiegł, dolazł do Lawrenza i zawołał: "Chyba zaliczył glebę na jedynym kamieniu w okolicy!"
Lawrenz wtedy na wpół powiedział, na wpół zawył: "uuuUUUU uaaaaaaUUUUUU!... Mocna... Trawka..!"
Marco znowu krzyknął: "Nic mu nie ma!" Po czym wyciągnął Lawrenza na zewnątrz i zamykając drzwi.
Sophia znowu sięgnęła do kieszeni i powiedziała: "Dobra. Teraz ty, Marco."
Marco sięgnął po nóż, zanurkował pod siatkę, przelazł po murku i na dół. Potem, cicho zachichotał, wyjmując gruby nożyk z metalową rękojeścią, żeby podważyć zamek drzwiczek, otwieralnych teoretycznie tylko od zewnątrz. Już przykładał ostrze do drzwiczek, już miał wygrać wyścig dzięki swojej inteligencji!... I nagle...
<BZZZZZZZZT!> i przerywany krzyk: "A-A-A-A-A-A- I-I-I-I-A-A-A-A-A-A-A-A-I-I-I-I-I-I!!!". Doszedł do tego także efekt wizualny, czyli potężny żółte świecenie.
Sophia z wrednym uśmiechem wyjęła z kieszeni mały pilocik i nacisnęła guziczek. Świecenie i dźwięki się skończyły - Marco się przysmażył do drzwiczek. "Bądźcie tak miłe odkleić go dziewczyny. Zaraz pójdzie następny..." Kiedy "dziewczyny" odczepiły Marca od żelaznych krat, powiedziała: "Tarma..."
"Kobiety mają pierwszeństwo" skontrował wyżej wymieniony.
"Jakiś ty miły..." już miała na niego nawrzeszczeć, gdy stwierdziła: "Dobra. Teraz pójdą dziewczyny"
Najpierw poszła Rumi - zabrała wytrych. Przelazła z łatwością trasę i rozgryzła zamek. Czas: 3 min., 7 sek.
Potem Fio - tak samo. Gdy dolazła, rozkręciła drzwi śrubokrętem. Czas: 3:22.
Nadia poszła, gdy Fio skręciła zamk z powrotem - dosłownie przebiegła trasę, zamek podważyła za pomocą karty kredytowej. Czas: 2:41
Na koniec Eri. Przeszła trasę równie szybko jak Nadia, tyle że drzwi usunęła szybszą i, khem, mnie subtelną metodą. Wzięłaby ten łom nawet gdyby miała jakiś wybór. Czas: 2:37.
"No, Tarma...? Teraz chyba ty."
"Yyyyy... Skończył się sprzęt..."
"No to poradzisz sobie BEZ! NAPRZÓD!" Ryknęła Major, złapała Tarmę jedną ręką za kołnierz, drugą za nogę i rzuciła go płasko pod siatkę z głośnym <chlup> zrobionym przez błotko.
"Ughh, kurde..." mamrotał, przełażąc pod drutem. Przelazł przez mur, nadal coś gadając pod nosem. Już przechodził pomiędzy drutami w następnej części, już przestawił nogę nad jednym z kabli, gdy nagle wdepnął w kałużę i...
"AAAAAAAAIIIIIIIAAAAAAA AAAAUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!" - poślizgnął się swoim kapciem na błotku. Oczywiście wszyscy (przytomni), a także sama Sophia, przybiegli zobaczyć co tym razem się stało. Eri była pierwsza.
"Ojjjj." Powiedziała Eri ze swoim uśmieszkiem. "Tarma się wywalił pomiędzy kabelkami i troszkę sie poharatał." Oczywiście reszta stwierdziła że "troszkę" to lekka przesada w stronę delikatności. W końcu, to jest cała pajęczyna kabli i jak się na nią wywali, to od razu potnie wszędzie.
"Ughhh... Nic mi nie ma..." Próbował powiedzieć Tarma.
"Nie żartuj!" Zawołała oburzona Eri. "Ty jesteś cały pocięty! Chodź, zaraz cię opatrzymy!"
"Nie trzeba..."
"Co ty gadasz?! Jesteś cały pocięty! I najbardziej chyba w okolicach... ekhem... nóg."
"O to się nie martw, jaja mam całe."
"No wiesz, i tak trzeba cię opatrzyć! Chodź!"
"Nieeeeee!" Tarma zawołał te słowa w przerażeniu i rzucił się do ucieczki. Fascynujące, jak nagle mu się zachciało poruszać szybciej! Przeleciał z łatwością przez całą resztę toru, unikając wszelkich dodatkowych obrażeń i przechodząc przez drzwi metodą "super taran", czyli wbiegł na nie, a te same wyleciały z zawiasów.
...
"Nie licząc postoju, przelazł w dwie minuty..." mruknęła Sophia. "Półtorej na pierwszą połowę, pół na pozostałą..."
"Kurde! Zdjął mój rekord!" Powiedziała Eri.
"Samaś sobie winna."
"Racja. Kto tu zrozumie facetów... A właściwie, co to była za nagroda?"
"...Roczny zapas darmowych zestawów pierwszej pomocy..."
"Jemu się jednak bardziej przyda." Stwierdziła litościwym głosem Eri.
"Nie będzie więcej treningu?" Spytała Nadia z nadzieją w głosie
"Nie." Usłyszała odpowiedź od Major Sophii
"Siet! ............................ .

Popołudnie mija w sposób dość podobny do poprzedniego dnia.
Parę godzin zostało spędzone przez Tarmę (szybko się opatrzył sam, póki kobitki za nim nie biegły...) w towarzystwie Eri (wydawało się, że ją znienawidzi, co?) w salonie gier. Można było słyszeć głośne rozmowy, albo raczej krzyki:
"Tarma~! Teraz ja miałam brać Sluga! Umawialiśmy się, że bierzemy na przemian!"
"Nieeee, ja miałem brać w tej Misji, a ty w następnej!"
"AAaaaajj! Znowu mnie zabił! A skończyły mi się żetony! Z armaty go, z armaty skurczybyka!"
"Skończył się!!"
"No to z minignata roz**b!!"
"Przecież próbuję!!!"
Po jakimś czasie skończyły się im żetony. Całe szczęście że są darmowe...
Potem, Eri przeszła do reszty dziewcząt i znowu zaproponowały grę z Trevorem.
Nadia: "Makao!"
Fio: "Makao!"
Rumi: "Makao!"
Eri: "Makao!"
Trevor: "Eeee... Poker?"
Nadia wychyliła się w bok i spojrzała Trevorowi w karty. Ten oberwał moment potem karcąco w tył głowy. "Znowu oszukujesz!"
Fio powiedziała po cichu z lekkim uśmieszkiem: "Znowu zdejmujesz kamizelkę!"
Eri stwierdziła z tym swoim ulubionym uśmieszkiem: "No, dalej pięknisiu!"
Trev stwierdził: "Eeee... Jasne...!" - tym razem się odrobinę mniej ociągał, ale nie dłużej niż został w samych gaciach.
W tym samym czasie, na strzelnicy siedział ze Shadow, jak zwykle trenując swoje możliwości ze "zdejmowaniem" na odległość ponad 100 metrów.
Nagle, do "zbrojowni" wlazła wysoka chuda postać z włosami skrytymi pod rastamańską czapeczką i w żółtej koszulce, na której przodzie był znaczek przypominający ten "SuperMan'a", tylko że w kolorystyce zielono-szarej i z literą "G", zaś na tyle był rysunek "trawki" i napis "GanjaMan". "Yoooo czarno-biały bracie!"
"Ehh...?" Zapytał się Shadow, odwracając się od snajperki i tarczy, wyjmując z uszu słuchawki podłączone do disc-man'a. "Czego chcesz, Lawrenz?"
"Lawrenz chciał tylko zobaczyć jak wygląda graciarnia!"
"Chyba zbrojownia..."
"UUUuuuuUUUAAAAAUUU!" Zawołał w podziwie Lawrenz, widząc stojącego na boku, pośród klasycznych Slugów, dość potężnie wyglądający zmodyfikowany Slugoid, tylko ze szklaną kopułą wzmacnianą stalą, osłaniającą "kierowcę". "WPOOORZOOOOOOOO sprzęt!" Powiedział "Ganjaman" wspinając się do machiny.
"NIEEEEEEE!!!" Ryknął przerażony Shadow, dając nura za ścianę. Było już za późno.
Słyszalne było głośne <wuuuuum> kiedy pojazd się włączał. "ŁUUUHUUUUUUUUU!!!!" Zawył Lawrenz, zmuszając machinę do kilku podskoków w pionie, a potem bawiąc się dwoma niezależnymi ciężkimi działkami automatycznymi typu "Vulcan", zapominając że są naładowane i zapominając, że budynek nie jest odporny na nie, robiąc totalną demolkę. <TRATATATATA, BUM, BUM, BUM, TRACH, ŁUBUDU> Wyło wszystko w okolicy. Nagle, Slugoid podskoczył w miejscu i wypluł prosto w dół rakietę, robiąc sporą dziurę w podłodze i spadając przez nią. Shadow wiedział lepiej, niż sprawdzać czy Lawrenz i machina są cali. Ten koszmar na dwóc nogach i resorach wyskoczył przez dziurę i stanął obok niej, a Lawrenz cały czas trzymał naciśnięte spusty działek.
Do sali wlazł Marco, pytając "Co tu się u diabła dzieje??..."
"Padniiij!!" Ryknął Shadow przez hałas. Rada była dobra - ciężkie i powolne pociski przeleciały w miejscu gdzie przed momentem była głowa Marca.
Ten się jakimś cudem przeturlał do Shadowa. "CO TU SIĘ U DIABŁA DZIEJE?!?"
"Lawrenz"
"Aha, to wszystko wyjaśnia..."
"Co robimy?"
"Chyba odepniemy kabinę - to powinno założyć blokadę na broń i zasilanie..."
"Janse. Odwróć jego uwagę, a ja się zakradnę na niego od tyłu."
"Hej! Dlaczego j...uaaa!!" Ostatnie słowa wykrzyknął, będąc wyrzuconym przez kopnięcie. Zdesperowany stwierdził w duchu "Ehh, przecież nic mi nie grozi, jeżeli mnie zauważy..." Po czym podniósł dłoń do góry i ryknął "Yo Lawrenz!!"
"Yo biały bracie!" Krzyknął Lawrenz, podnosząc rękę do góry razem z wajchą, przypadkiem zmuszając jedno z działek do obrócenia się o sto osiemdziesiąt stopni i wycelowania w głowę Marca.
W tym czasie, Shadow jakimś cudem podbiegł do Lawrenza bez stracenia kończyny i odpiąć opancerzenie.
"Ooooo." Jęknął Lawrenz zawiedziony. "Już koniec przejażdżki?"
"Ja ci zaraz dam przejażdżkę!!!!" Ryknął Shadow, zaś Marco też podszedł.
Nagle, gdzieś z tyłu dobiegł krzyk. "Marco, Lawrenz, uratuję was!"
Ze schodów zeskoczył Tarma, dzierżący potężnego "bejzbala", rzucając się na Shadowa i wołając w przerwach pomiędzy okładaniem go: "A masz mózgożerco! Następnym razem trzymaj się zdala od moich kumpli!!!!"
"Ałłł!! UJJJ!! EJJJ!! AIIIAAAAUUUU!!!" Wył Shade, obrywając potężnym kawałkiem drewna, biegając w kółko.
Marco przez moment patrzył na to w milczeniu, po czym rzucił się na Tarmę, wyrwał mu "Peacemaker'a" z ręki i zawołał, zmierzając w jego kierunku: "Tarma, TY KRETYNIE!"
"AU! Za co?! AJJ! Ja wam życie ratowałem! JAU!" - teraz Tarma obrywał, Marco gonił, a Shade gapił się w milczeniu. I nagle...
<Wuuuuuuuum>
Tarma: "Co to?..."
Marco: "O nie..."
Shade: "Znowu..."
Lawrenz: "ŁUUUUHUUUUUUUUU!!!!!!"
<TRATATATATATA...>
[...]
I tak oto, mniej więcej bez większych przygód (^^), minął drugi dzień istnienia Spearow. Następnego dnia, jednak, nie miało być aż tak przyjemnie...
AUTOR: NEENAR


The New Metal Slug
Mission 4: Klątwa Złego Sedesu


Był to piękny dzień. Jak zwykle podczas pięknego dnia Tarma udał się do równie pięknego (przynajmniej dla niego...) miejsca. Było to pomieszczenie oznaczone pięknym napisem "WC". Od samego wejścia powitały go napisy "Tarma RULEZ" i "Tiz iz maj kingdom" (wyryte cyrklem), oraz przemiłe panie z plakatów Bojpleya i Penthołza. Starannie zamknął drzwi. Już miał usiąść na "Tronie" gdy z kibla wydobył się dźwięk: "ZOOOOOOOOOOOOL!!!"
-Co do?- mruknął
"..."- cisza
-Chyba się przesłyszałem...
Po chwili z kibla błysnęło czerwone światło i zaczęła wylewać się zielona maź.
-ZOOOOOOOOOOOOOOL!!!
Z kibla wyszła wielka macka
-Zooooooooooool!!! Jam jest Belfegor. Upiór Lówru! Śmierć tym co zakłócają mój spokój!!!

Po 10 sekundach...

-ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAA- wydarł się Tarma.
Szybko rzucił sie do drzwi. Próbował je otworzyć, ale kiedy panikował nie potrafił wykonywać najprostszych czynności takich jak połykanie śliny i naciskanie klamki w drzwiach).
-ZOOOOOOOOOOL!!!- zabulgotał kibel.
Tarma wywalił drzwi mocnym uderzeniem z bani. Wybiegł z toalety i potem prosto do pokoju chłopaków.
Tarma: "WIECIE CO MAMY W SRACZU ?!"
Marco: "Znowu ktoś wody nie spuścił?"
Tarma: "NIEEEE!!! TAM JEST BELFEGOR UPIÓR LÓWRU!
Trevor: "Taaaa... fajnie, a jest tam Elwis
Tarma: "Tam jest DEMON!!! x5.
Marco: "Zamknij się! Trevor! Podaj Pizg-Mejkera!!!"
Marco wypiął dumnie pierś, chwycił za Bejzbola i wszedł do klopa.
-No to do roboty
Zamknął się w klopie, zaczął walić bejzbolem w drzwi i wrzeszczał.
-A masz! Giń Demonie!!!
-Marco! Załatw go!!!- krzyczał Tarma
Ten zaśmiał się po cichu.
-Rany. Co te kreskówki robią z jego mózgiem.
Miał już wyjść gdy usłyszał zza pleców: "ZOOOOOOOOOOOOOOL!!!".
Dostał macką, przeleciał przez pół korytarza i walnął w ścianę.
-D.. Dd... Demon!!!- wymamrotał.
Trevor wbiegł do klopa i tak samo szybko wybiegł wybałuszając oczy. Wszyscy trzej popatrzyli się na siebie i krzyknęli: "DEMON!!!"
Dołączył do nich Lawrenz który równierz krzyknął: "Demon"
-Też go widziałeś- zapytał go Marco.
-Nie... WPORZOOOOO... Lawrenz ma dobrą kminę, że dacie mu też tego samego Staffu. (tłum. Mam nadzieję, że podzielicie się tym co jaraliście)
-Zamknijcie się już do diabła. Rzygać mi się chce od tego waszego "demonowania!!!". Nażarliście się grzybków halucynków czy co??? Przecież w tym cholernym klopie są tylko plakaty z gołymi babami i sedes!!!- wydarł się na nich Shadow. Podszedł do drzwi i wykopał je.
-Widzicie? TYLKO SRACZ!!!- wydarł się. Po chwili poczół coś na mokrego na ramieniu i odwrócił się.
-Eeeeee...
-ZOOOOOOOOOOOOOOOL!!!
Shadow przeleciał nad chłopakami, a drzwi od klopa zamknęły się.
Marco: "Co robimy?"
Trevor: "Załatwmy drania"
Tarma: "Niby jak?"
Shadow: "TAK!!!"
Shadow był ubrany w czarny kowbojski kapelusz i w płaszcz o takiej samej berwie. Dzierżył w ręku krzyż (wyglądał jak Van Hellsing ).
-Kiedyś czytałem "Egzorcyzmy dla początkujących"- dodał po czym wszedł do kibla i stanął na przeciwko Sedesu.
-Tym tyrytym tyrytym tyryrym tyryrym...
-Zamknij się Tarma!!!
-No co? Podkład też jest ważny...
Shadow wyskoczył wysoko i cisnął krucyfiksem w kibel. Muszla otworzyła się i wystrzeliła w Shadowa zieloną mazią przyklejając go do sufitu. To samo uczynił na reszcie.
-Buhahahahahahahahahaha!!!- zaśmiał się demonicznie kibel
-Ale mu dokopałeś- powiedział z sarkazmem Tarma.
-Zamknij się- odparł David.
Gdy się odlepili stracili wszelkie nadzieje na pokonanie potwora. Tarma z nudów zaczął nucić jakąś piosenkę.
-GRAAAAAAAAR... PRZESTAŃ WYYYYYĆ!!!- wydarł się kibel.
Shadow: "Tarma!!! Co to było?"
Tarma: "To co nuciłem? Kapela Wójka Zdzisia"
Trevor: "Disco Polo ?!"
Tarma: Nooo... Eeeeee... Tak.
Marco: "Znasz coś jeszcze?"
Tarma: "Bardzo dużo... Na przykład..."
Shadow: "Marco! Trevor! Biegnijcie po głośniki. Ty Lawrenz po mikrofon. Mam plan!!!"
Po kilku minutach skompletowali sprzęt do karaoke . Tarma zaczął śpiewać.
-Sibą Sibą LALALALALALA... Skąpały się kundle dwa... Sibą Sibą LALALALALA...
Demon nie mógł wytrzymać utworów Shazzy. Nie dość, że było to Disco Polo to jeszcze Tarma potwornie fałszował.
-O K***A... Co wy robicie??? Nieeeeeee...- wydzierał się Belfegor.
Szybko skuli sedes łańcuchami i spuścili wodę. Shadow położył na desce krucyfiks, a na drzwiach od kabiny namalował sprejem pentagram podpisując go: "Wejście na własną odpowiedzialność".
-No już po wszystkim... Idziemy na ciacho?
I udali się na ciacho.



<bul...> <bul...>
-Zooooooooool!!! Aj bi bak!!! Mwahahahahahahaha!!!
Sibą Sibą... LALALALALA!!!

Mission Completed

 

 

JĘZYK MENU
PL   EN 
FAQ
× Funkcje Cheatów
× Jak ustawia czerw. krew?
× Jak uruchomić M. Sluga?
× Lepsza praca emulatora
× Jak grać przez Internet?
× Emblematy - co i jak?
× Recinputy - co i jak?
× Czemu MS nie działa
× Minimum wymagań MS.
× Czemu ładuję się wolno?
katalogowanie
ZOBACZ TAKZE
× praca
Poradnik jak napisać CV oraz List motywacyjny
× Katalog stron qlWeb
Dodawanie stron do katalogów oraz spis katalogów stron
× japonia sklep
Forum Japonia » nauka języka japońskiego
Art studio kalendarze reklamowe druki ofsetowe twoje studio ctp
× Football National Teams
England national football team
× Casino Europa
Top european casinos, poker games bingo and sportsbook online
METAL SLUG WAP PAGE
www.wap.metalslug.prv.pl
 kompozytor
BEST TANK BUSTERS
     1st. JAZ (7802270)
     2st. PHL (2348010)
     3st. T.B (1754050)
dodawarka
GRAFIKA
× Tapety
× Emblematy
× Okładki
× Zrzuty
× Postacie
× Przeciwnicy
× Pojazdy
× Inne
dodawanie do katalogów
NA LUZIE
× Prawa Murphy'ego o MS
× Super Soldier
× Wiersz o Metal Slug 5
× 10 Przykazań MS
× Grasz za długo w ms gdy
× Opis żołnierza 1st Class
× Metal slug POW's
katalogowanie stron
TOP 10 DOWNLOADS
× METAL SLUG 2 SV-001/II
× Gngeo 0.6.4
× Epsxe 1.60
× Connectix VGS
× Sega saturn Bios
× Playstation Bios
× Neo-geo CD Bios
× Metal slug icons
× Metal slug cheats
× MacMAME-0.87b.dmg
spacer
POLECAMY

game Zelda

COPYRIGHT © HTTP://METALSLUG.OHAYO-NIPPON.NET ||| METAL SLUG © SNKPLAYMORE CORP